Dzień 413 – nastawiony…
Haris-Jacek mnie ponastawiał, wymasował i nakleił plaster – jak na razie ból zelżał 🙂
Najważniejsze żeby w nocy nie bolało, jutro będzie wszystko jasne.
Dzień 408 – Haris;)
Jacek nie na darmo miał przydomek Haris, po jego zabiegach wróciłem do żywych 🙂
Ostry ból ustąpił, teraz czekam na zregenerowanie mięśni. Najważniejsze, że mogę już poruszać głową i przede wszystkim spać.
Wszystko idzie ku dobremu.
Dzień 406 – na dziś mam dość…
Niemal całą noc nie spałem z powodu kręczu karku, przeszywający-pulsujący ból jest nie do zniesienia, do tego stres jaki będzie wynik MR.
Na badanie Ela zawiozła mnie półprzytomnego z niewyspania i bólu karku. Na szczęście na wynik mogliśmy poczekać na miejscu, w ciągu 40 minut pani doktor zrobiła opis i porównanie z poprzednim rezonansem. Jak zwykle bywa wiadomości są dwie, lepsza to taka, że nowotwory rosną wolno, gorsza, że mimo, że wolno to te 1 centymetrowe, które uciskają rdzeń, uciskają go coraz bardziej co zresztą ostatnio dość mocno odczuwam. Co do ilości to nie są w stanie określić czy jest ich więcej bo wcześniej nie liczyli gdyż jest ich mnogo.
Z jednej strony się cieszę, bo zawsze to daje jakiś czas zanim mnie unieruchomią na amen, a z drugiej….
Na szczęście na ból karku pomógł mi Jacek rehabilitant, który zawsze ratuje moje nędzne truchło. Mam kilka niebieskich plastrów na karku i szyi i co najważniejsze ból zelżał, ale głową nie pokręcę.
Zalecenia – muszę przez klika dni się oszczędzać, nie mogę obiecać, że się zastosuje, ale do wiadomości przyjąłem 😉
Dzień 389 – mała rzecz, a jak cieszy:))
Dzięki regularnemu ćwiczeniu na rowerku stacjonarnym moja prawa noga daje znaki życia 🙂
Jak z wszystkim w SM tak z efektami rehabilitacji i ćwiczeń bywa różnie. Czasem rezultat jest wręcz natychmiastowy, ale jak szybko się pojawia tak równie szybko znika. A czasem trzeba poczekać by zauważyć subtelny znak, że coś drgnęło na dobre.
I na takim etapie jestem z moją prawą nogą 🙂
Dzień 384 – rekord!
Do południa było super, chłodne powietrze zachęcało do aktywności, pobiłem swój rekord na rowerku stacjonarnym i „przejechałem” 10 km w ciągu 30 minut.
Niestety od południa wrócił nieznośny skwar i duchota 🙁
Uznałem, że rekord mnie satysfakcjonuje i dałem sobie wolne do końca dnia 🙂








